
Od kilkunastu lat regularnie zmniejsza się w naszym kraju liczba szkół, przygotowujących młodych ludzi do wykonywania określonego, wyuczonego zawodu. Sytuacja taka budzi duże zaniepokojenie pracodawców prywatnych menadżerów dużych firm. Co się stało, że tak popularne w czasach PRLu zawodówki stopniowo przestają istnieć? Wydaje się, że główna przyczyna takiego stanu rzeczy są przyczyny ekonomiczne. Każda szkoła zawodowa, w mniejszym lub większym zakresie, jest bardziej kosztowna w utrzymaniu niż np. popularne ogólniaki. Kosztują wyspecjalizowane pracownie, np. chemiczna czy biologiczna, kosztują tez maszyny i urządzenia niezbędne do nauki takich zawodów jak tokarz, frezer, mechanik itp. Ponadto do nauki wyspecjalizowanych zawodów są potrzebni odpowiednio wykształceni nauczyciele, głównie w zawodach technicznych, technicznych takich w naszym kraju jest niedobór. Cała sytuacja powoduje, że produkujemy masowo młodzież, która następnie nie może znaleźć nigdzie zatrudnienia, a zrozpaczeni pracodawcy szukają masowo ślusarzy, tokarzy, glazurników czy dekarzy. Nieliczni, którzy zdobyli wykształcenie w istniejących jeszcze szkołach zawodowych, w dużej liczbie wyjechali za granice, skuszeni wizja dużo wyższych zarobków oraz łatwiejszego życia. Jeśli więc w najbliższych latach nie zostanie odwrócona niekorzystna tendencja likwidowania kolejnych szkół zawodowych, staniemy przed wizją totalnego braku fachowców, fachowców co za tym idzie ciągle drożejących usług budowlanych czy na przykład związanych z naprawa samochodu. Tym bardziej, że rzemiosło w naszym kraju również uległo znacznemu ograniczeniu, a co za tym idzie coraz mniej jest prywatnych rzemieślników, którzy biorą na naukę zawodu młodych ludzi. Już w coraz większym zakresie przedsiębiorcy szukają do swoich firm fachowców zza wschodniej granicy.







